Autor: Adam Badura
-

Zefirek historii (część 6) – Moja Pierwsza Komunia Święta
Tym razem opowiem o wydarzeniach sprzed 72 lat.
Warto się tym podzielić, ponieważ wydarzenie to miało miejsce w okolicznościach iście niezwykłych. Sama data o tym świadczy: był to sierpień 1942 roku. A więc w środkowym okresie II Wojny Światowej i okropnej niemieckiej okupacji. Rodzina nasza żyła w stałym napięciu i obawie, czy kogoś nie zaaresztują i nie zamordują w obozie koncentracyjnym. Czy nas nie wysiedlą albo nie wywiozą do Niemiec na roboty, czy ktoś nie zginie na wojnie. A do tego wszystkiego towarzyszyła nam wciąż wojenno-okupacyjna bieda. Nie było mowy o żadnym prezencie czy okolicznościowej uroczystości.
Tym razem opowiem o wydarzeniach sprzed 72 lat.
Warto się tym podzielić, ponieważ wydarzenie to miało miejsce w okolicznościach iście niezwykłych. Sama data o tym świadczy: był to sierpień 1942 roku. A więc w środkowym okresie II Wojny Światowej i okropnej niemieckiej okupacji. Rodzina nasza żyła w stałym napięciu i obawie, czy kogoś nie zaaresztują i nie zamordują w obozie koncentracyjnym. Czy nas nie wysiedlą albo nie wywiozą do Niemiec na roboty, czy ktoś nie zginie na wojnie. A do tego wszystkiego towarzyszyła nam wciąż wojenno-okupacyjna bieda. Nie było mowy o żadnym prezencie czy okolicznościowej uroczystości.
Białe komunijne ubranko, w którym prezentuję się na załączonej fotografii, było… pożyczone. I żeby było jeszcze bardziej skomplikowanie, to spowiedź święta i Pierwsza Komunia Święta wypadały akurat w dniach przeprowadzki. Niemcy wyrzucali nas z naszego własnego domu. Na szczęście nie było to wysiedlenie. Wszystkie nasze ruchomości mogliśmy zabrać. Nowe zastępcze lokum, o które wystarali się rodzice, znajdowało się daleko od rodzinnego miasta – Sosnowca, w niewielkiej wsi, a właściwie w osadzie przyfabrycznej w Zabrzu koło Dąbrowy Górniczej. Jechało się tam tramwajem około godzinę, potem trzeba było przejść jeszcze 3 kilometry pieszo. Istna wyprawa! Niełatwa. Zwłaszcza że trzeba było ją przemierzyć kilka razy dziennie (dla ojca do pracy i z powrotem).
Moja spowiedź była wyznaczona na południe w dniu przeprowadzki. Poprosiłem więc księdza proboszcza o spowiedź w godzinach porannych. Wyspowiadał mnie niezwłocznie, lecz nie w konfesjonale, ale w zakrystii, przy krzesełku. Nie bardzo wtedy wiedziałem, dlaczego w taki sposób się ona odbyła. Prawdopodobnie chodziło o to, by nadać Sakramentowi Pojednania – do którego przystępowałem po raz pierwszy – miłego, wręcz rodzinnego charakteru. Na koniec kapłan przytulił mnie serdecznie, tak po ojcowsku. Życzył mi wszystkiego najlepszego i oczywiście trwałej poprawy z wszystkich grzechów.
Idź w pokoju i nie grzesz więcej
– usłyszałem. Tak przecież powiedział sam Pan Jezus! Wszystko to sprawiło, że doznałem niezwykle miłego uczucia oczyszczenia z wszystkich win i wielkiej radości ze stanu bezgrzeszności. Spowiedź tę tak mocno przeżyłem, jak nigdy już potem w życiu.A potem mogłem wrócić do domu. Takiego domu – nie domu, bo właśnie kończyło się ładowanie na samochód całego naszego dobytku… I mieliśmy być wywiezieni w obce miejsce nie wiadomo na jak długo. Może na zawsze?
Myśli te wywoływały niemiłe uczucia w moim młodym sercu. Z wielkim trudem hamowałem nienawiść do Hitlera i hitlerowców…
Pojechaliśmy z mamą do nowego miejsca zamieszkania w Zagórzu. Był tam istny rozgardiasz i zamieszanie związane z wyładunkiem naszych rzeczy i zagospodarowywaniem nowego siedliska, w którym mieliśmy zamieszkać.
Następnego dnia rano pojechaliśmy z powrotem do Sosnowca, do parafii św. Tomasza, gdzie miałem po raz pierwszy przystąpić do Stołu Pańskiego. Cała uroczystość była cicha i skromna. Odbyła się w bocznym ołtarzu Matki Bożej. Prowadził ją ksiądz proboszcz, który wcześniej przygotowywał nas do tego niezapomnianego dnia. Były tam tylko dzieci pierwszokomunijne i najbliższa rodzina. Wszyscy bardzo mocno modliliśmy się o rychłe zakończenie wojny i szczęśliwe jej przetrwanie.
W czasie uroczystości zasłabłem. Chyba dlatego, że byłem po prostu głodny. Post eucharystyczny był wówczas bardziej surowy i rygorystyczny niż dziś. Komunię Świętą przyjmowało się na czczo, a ja miałem jeszcze za sobą męczącą podróż do Sosnowca…
Po uroczystości można było zjeść śniadanie. Ale to nie było takie proste. Nie mieliśmy tam już przecież domu. Na szczęście zaprosili nas do siebie dawni sąsiedzi. Po krótkim odpoczynku, w pośpiechu, wyskoczyliśmy do fotografa, a potem wyruszyliśmy w drogę do domu, do Zagórza. Na następną część przeprowadzki i do bałaganu. Czekało nas bowiem dalsze sprzątanie i urządzanie się.
Tata pocieszał mnie, że Pierwsza Komunia Święta w warunkach tak niezwykłych pozostanie mi na długo w pamięci. Chciałem, by tak było… Pamiętam też, że świecę komunijną dostałem w „spadku” po starszych braciach. A że byłem najmłodszy postanowiliśmy po mojej uroczystości ofiarować ją Panu Bogu.
Stało się to w sąsiedniej wiosce, która nazywała się Gołonóg. Był tam piękny barokowy kościół – istna perełka architektury Zagłębia Dąbrowskiego. Widoczny z daleka, ładnie położony na wzniesieniu, skąd rozciągała się piękna panorama Zagłębia, przepleciona lasami, jeziorem Pogoria i polami, ale również wyłaniającymi się z oddali fabrycznymi kominami i wieżami wyciągowymi pobliskich kopalń. Przy dobrej pogodzie wyłaniało się na horyzoncie pasmo gór beskidzkich. Nazwa Gołonóg powstała z legendy o pewnym pokutującym grzeszniku. W tamtejszym kościele znajduje się łaskami słynący obraz świętego Antoniego, czczony przez miejscową ludność i przyjezdnych.
W którąś niedzielę po południu wybraliśmy się tam z ojcem. Pomodliliśmy się do Dobrego Świętego (w wiadomej sprawie) i kiedy już wychodziliśmy, do świątyni wszedł Niemiec w czarnym mundurze. Rozejrzał się dookoła uważnie, a kiedy upewnił się, że nikogo w niej nie ma, ukląkł i zaczął się modlić. To było dla mnie niezwykłe doświadczenie. Wiadomo było, jaki był stosunek hitlerowców do Pana Boga i Kościoła. Może zaszedł tam za sprawą naszej modlitwy? Kołatała nam w głowach nieśmiała myśl…
Czy św. Antoni pomógł naszej rodzinie? Zapewne tak, bo choć ostatnie lata okupacji nie były łatwe, to jednak ominęło nas to, co najgorsze. Nikt z nas – mimo wojennej zawieruchy – nie stracił życia. A to było przecież najważniejsze.
Po wojnie wróciliśmy szczęśliwie do Sosnowca, do naszego ocalałego domu. A moja wojenna Pierwsza Komunia Święta, połączona z zamieszaniem spowodowanym nagłą przeprowadzką, zapadła mi głęboko w pamięć. Choć minęło tyle lat, do dzisiaj pamiętam niemal każdy szczegół tego wyjątkowego dnia. Da Bóg, to i do końca moich dni tego nie zapomnę…
Patrz też:
-

Karolina – premiera filmowa 21 listopada
Dwie osiemnastoletnie przyjaciółki, Kaśka i Magda, kończą liceum filmowe. Pomiędzy zabawą a korzystaniem z życia muszą jeszcze znaleźć czas na przygotowanie się do czekającego je egzaminu końcowego. Mają za zadanie przygotować etiudę filmową. Gdy nauczyciel podsuwa im temat, w pierwszej chwili buntują się. Chciały kręcić film o ważnych społecznie sprawach, o współczesnych problemach, chciały zmieniać świat, a tu trafia się im historia jakiejś wiejskiej dziewczyny sprzed 100 lat, która w bezsensowny sposób dała się zabić. Chcąc nie chcąc, wyruszają w drogę do Zabawy, gdzie żyła i zginęła ich bohaterka – Karolina Kózkówna.
Na początku nie potrafią się odnaleźć w historii Karoliny. Nie mogą jej zrozumieć. Po co młoda dziewczyna dała się zabić? Jaki jest sens jej wyboru? Dlaczego ich rówieśnica tak łatwo oddała życie? Dla jakich wartości? Co nią kierowało? Skąd czerpała siłę? I dlaczego Bóg na to pozwolił? Poszukiwanie odpowiedzi na wszystkie te pytania sprawia, że ich szkolne zadanie stopniowo przeradza się w fascynującą przygodę, a historia Karoliny nagle zaczyna mieć wpływ na życie ich i innych bohaterów filmu.
Karolina to ciepła i mądra opowieść o pragnieniach i wyborach młodych ludzi, o problemach i dylematach dorosłych, o skomplikowanych historiach rodzinnych i odnajdywaniu drogi także dzięki pomocy tych, którzy… dawno nie żyją. To historia odkrywania, że świat prostych, uniwersalnych wartości wart jest odkurzenia i jest receptą na dobre, szczęśliwe życie.
-

Rekolekcje z o. Antonello w hali Orbita
Zapraszamy do uczestnictwa w rekolekcjach ewangelizacyjnych „Wyleję Ducha Mojego”, organizowanych przez Stowarzyszenie Walka Duchowa i Karmelitańską Wspólnotę Nowej Ewangelizacji Solniczka.
Rekolekcje odbywać się będą w dniach 29-30 listopada (sobota-niedziela), hali Orbita, ul. Wejherowska 34. Głosić je będzie o. Antonello Cadeddu, misjonarz z Brazyli, założyciel Wspólnoty Przymierze Miłosierdzia. Swoim świadectwem podzieli się także Lech Dokowicz, reżyser, producent filmów dokumentalnych.
Patrz też:
-
NaProTechnologia w służbie życiu
W imieniu Fundacji Evangelium Vitae oraz instruktorów Modelu Creightona, zapraszamy na bezpłatne spotkania dotyczące diagnozowania i leczenia niepłodności, a także innych schorzeń oraz możliwości naturalnej regulacji poczęć za pomocą Naprotechnologii:
- 11 października (sobota) o godzinie 10:00 – spotkanie poprowadzi Agata Aniszczyk
- 16 października (czwartek) o godzinie 18:00 – spotkanie poprowadzi Agnieszka Kubrak
Na powyższe spotkania można się zapisywać telefonicznie pod numerem 798 988 903 lub na adres mailowy: poradnia@boromeuszki.wroclaw.pl.
W przypadku leczenia niepłodności zachęcamy, by w spotkaniu brali udział oboje małżonkowie.
Spotkania są obowiązkowe dla osób pragnących rozpocząć prowadzenie obserwacji oraz leczenie niepłodności przy pomocy NaProTechnologii.
Fundacja mieści się przy ul. Rydygiera 22-28 (dawny szpital) w bliskiej odległości od centrum Wrocławia i w pobliżu kilku węzłów komunikacyjnych (przystanki przy ul. Pomorskiej, Drobnera, Dubois oraz kilka minut pieszo od Dworca Nadodrze). Tu mieści się także wrocławskie Okno Życia.
Fundacja Evangelium Vitae
ul. Rydygiera 22-28; 50-249 Wrocław
telefon 509 437 479
www.fev.wroclaw.pl
fundacja@boromeuszki.pl -

Projekt nr 234 Wrocławskiego Budżetu Obywatelskiego
Projekt dotyczy budowy grobowca i pomnika nagrobnego dla dzieci zmarłych przedwcześnie. Podobne inicjatywy zostały już zrealizowane w kilku miastach Polski, we Wrocławiu takiego miejsca wciąż brakuje.
Gdy umiera dziecko rodzina przeżywa żałobę czując jednocześnie, że to dzieci zgodnie z porządkiem natury powinny żegnać odchodzących w późnej starości rodziców, a nie odwrotnie. Kiedy jednak umiera dziecko nienarodzone, często staje się to tematem tabu. Rodzice w samotności przeżywający swoją tragedię nie wiedzą o tym, że mają prawo pochować dziecko. Naszymi działaniami pragniemy docierać do świadomości całego wrocławskiego społeczeństwa z prawdą, że dzieci w łonie matki mają prawo do godnego pochówku na cmentarzu, nawet, jeśli umierają przed narodzeniem.
Pomysł został pozytywnie zaopiniowany przez lekarzy położników z wrocławskich szpitali oraz urzędników miejskich. Duża część rodziców, będąc w szoku po przebytej traumie utraty dziecka, nie odbiera jego szczątków ze szpitala. Pragniemy, aby każde dziecko zmarłe przedwcześnie zostało godnie pochowane na cmentarzu. Kilka razy w roku odbywać się będą pogrzeby. Rodzice będą wiedzieli, gdzie znajduje się grób ich zmarłego przedwcześnie dziecka.
Pragniemy, aby pomnik dziecka nienarodzonego miał także wymiar symboliczny, dla tych rodziców, którym nie było dane pochować własnego dziecka. Kwaterę wyznaczono na komunalnym cmentarzu na Osobowicach.
Statystyki podają, że w ciągu roku we wrocławskich szpitalach zdarza się 800-1150 martwych porodów i poronień to, co stanowi 8-12% wszystkich. Beneficjentami projektu będą całe rodziny, a więc zwielokrotniona liczba podana w statystykach.
Patrz też:
-
List Pasterski Episkopatu Polski z okazji IV Tygodnia Wychowania
>Wychowywać do prawdy
>
List Pasterski Episkopatu Polski z okazji IV Tygodnia Wychowania 14-20 września 2014 rokuUmiłowani w Chrystusie Panu, Siostry i Bracia,
Drodzy Rodzice, Nauczyciele i Wychowawcy,
Droga Młodzieży, Kochane Dzieci!Kilka dni temu w polskich szkołach zabrzmiał dzwonek, zwiastujący początek nowego roku szkolnego i katechetycznego. W ten sposób otworzył się przed nami nowy czas, w którym nie tylko będziemy mogli zdobywać wiedzę o świecie, o sobie i o Panu Bogu, ale także przeżywać radość poznawania Ewangelii i głoszenia jej innym ludziom. Do takiej właśnie radości, płynącej z Ewangelii, zachęca nas Ojciec Święty Franciszek w adhortacji Evangelii gaudium.
Podobnie, jak w latach poprzednich, w tym miesiącu będziemy przeżywać Tydzień Wychowania. Jego czwarta edycja odbędzie się w dniach 14-20 września i zostanie poświęcona roli prawdy w odpowiedzialnym wychowaniu. Będziemy także podkreślali rolę prawdy w życiu społecznym, narodowym i państwowym jako niezbędnego warunku rozwoju naszej Ojczyzny.
Potrzeba uznania obiektywnej prawdy
Pan Bóg na kartach Biblii przypomina nam rolę prawdy i miłości w życiu człowieka. Źródłem tej troski jest miłość Stwórcy do stworzenia, poddawanego ciągłej pokusie ulegania kłamstwu, którego ojcem jest „władca tego świata” (J 12,31). Prorok Ezechiel w dzisiejszym czytaniu mówi o odpowiedzialności „stróża domu Izraela” (Ez 33,7) – odpowiedzialności wyrażającej się w wiernym przekazie słowa, pochodzącego z ust Bożych. Znamiennym listem Boga do człowieka jest Dekalog – dziesięć przykazań napisanych palcem Bożym na kamiennych tablicach (por. Wj 31,18). Troska o ich zachowanie włącza się w szczególne zadanie chrześcijanina, który jest nieustannie wzywany do życia w duchu prawdy i miłości. Współczesny świat próbuje narzucić ludziom przekonanie, że nie ma żadnej obiektywnej prawdy, a każdy człowiek rozumie i stosuje ją na swój własny, indywidualny sposób. Co więcej, na człowieka głoszącego istnienie obiektywnej prawdy, według której pragnie on żyć, patrzy się z podejrzliwością, a nawet z lekceważeniem. W takiej sytuacji przestają obowiązywać wszelkie stałe wartości. Przyjmuje się wtedy, że nie ma żadnych niepodważalnych punktów odniesienia, a zatem wszystko jest niestałe i zmienne. Wobec coraz częstszych prób narzucania tego rodzaju przekonań, Kościół przestrzega przed swego rodzaju „dyktaturą relatywizmu”. Należałoby w tym miejscu przywołać słowa św. Jana Pawła II, który stanowczo przypominał:
W sytuacji, w której nie istnieje żadna ostateczna prawda będąca przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza. Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo przemienia się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm
(Centesimus annus, n. 46).Warto w związku z tym postawić pytanie: na czym polega wychowanie do prawdy? Polega ono na tym, aby na wszystkich etapach procesu wychowawczego – dokonującego się w domach, w przedszkolach i szkołach – rodzice, nauczyciele i wychowawcy ukazywali wartość odkrywania ostatecznej prawdy o świecie, o człowieku i o Bogu. Ważne jest przy tym, aby pokazywali oni, jak do tej prawdy dążyć i w jaki sposób kierować się nią w codziennym życiu. W ten sposób dzieci i młodzież znajdą się w szkole prawdy i będą wychowywani przez prawdę. Tylko wtedy będziemy mogli z ufnością patrzeć w przyszłość, mając pewność, że dzięki temu ukształtuje się społeczeństwo, w którym ludzie będą kierowali się wewnętrzną uczciwością, prawością i rzetelnością.
W szkole Chrystusa – Najwyższej Prawdy
Pełną prawdę o Bogu i o człowieku przekazuje Jezus Chrystus, który mówi o sobie:
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem
(J 14,6a). Zbawiciel jest zatem Najwyższym Wychowawcą w szkole Prawdy. On sam bowiem jest Prawdą. To On posiada wyraźnie określony plan wychowawczy, wyrażający się w słowach:Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie
(J 14,6b). Tym samym wskazuje na cel, do którego pragnie zaprowadzić wszystkich wierzących w Niego. Jest nim dom Ojca. Nie ma bowiem dla człowieka nic ważniejszego niż jego własne zbawienie. Ono jest najwyższą wartością. Wobec grzechu i kłamstwa Chrystus wzywa nas dziś do braterskiego upomnienia i zgodnej modlitwy (por. Mt 18, 15-19). Chrześcijanin pragnący żyć w prawdzie, jest powołany do ciągłej, twórczej przemiany siebie i szukania duchowej siły we wspólnej modlitwie, w której Zbawiciel jest szczególnie obecny. Chrystus, który jest Prawdą, jest przecież także Życiem, daje życie i wzywa do dążenia ku pełni życia. Święty Paweł w Liście do Rzymian, którego fragment słyszeliśmy w dzisiejszym drugim czytaniu, nawołuje do miłości bliźniego, wyrażającej się w przestrzeganiu przykazań (Rz 13,8-10). To w nich zawarta jest wola Boga – doskonały porządek Boży wobec świata stworzonego. Rozpoznawanie jej to nic innego jak poszukiwanie prawdy. Tylko życie w prawdzie pozwala właściwie osądzić stan swojego ducha, a zarazem zdobyć się na wysiłek wewnętrznej przemiany. Będzie ona możliwa, jeśli w szkole Chrystusa-Prawdy będziemy Go uważnie słuchać, głębiej poznawać i pozwalać, aby nas prowadził ku pełnej prawdzie o Bogu i o nas samych. Dzieje się to między innymi podczas szkolnej i parafialnej katechezy.Konieczność wychowania do prawdy
Najważniejszą konsekwencją życia w prawdzie, którą ukazuje nam Pan Jezus, jest dążenie do podporządkowywania jej swojego życia. Jak wielokrotnie nauczał św. Jan Paweł II, nie ma wolności bez prawdy. Autentyczna wolność polega bowiem na życiu w świecie prawdziwych wartości i na świadczeniu o nich. Z pewnością nie jest to łatwe! Niejednokrotnie wymaga braterskiego napomnienia i próby „sprowadzenia występnego z jego drogi” jak poucza dziś prorok Ezechiel (por. Ez 33,8b). Głosząc obiektywną prawdę, musimy mieć świadomość tego, że niekiedy trzeba będzie dla niej cierpieć. Jest to droga, którą kroczyli prorocy Starego Testamentu. Jest to droga, którą w najwyższym stopniu przemierzył sam Pan Jezus. Jest to droga, którą także my powinniśmy podążać. Dla człowieka wierzącego nie ma bowiem innej drogi niż ta, którą szedł nasz Pan, Jezus Chrystus.
Przed wychowawcami: rodzicami, nauczycielami, katechetami i duszpasterzami stoi zatem zadanie stawiania wymagań – najpierw sobie, a następnie własnym dzieciom oraz powierzonym im uczniom i wychowankom. Dlatego zwracamy się do Was z gorącym apelem: Nie bójcie się prawdy! Dążcie do niej z odwagą i zapałem! Uczcie jej innych! Wychowujcie do niej wszystkich, których Wam Pan Bóg powierzył! Nie dajcie się zwieść namiastkami prawdy czy półprawdami! Brońcie się przed manipulacją ze strony tych, którzy są niechętni Chrystusowi i Jego Kościołowi. Nie oni mają być dla Was wzorami i autorytetami, ale Jezus Chrystus – nasz Pan i Zbawiciel, który oddał swoje życie za prawdę i sam o sobie mówi, że jest „drogą i prawdą, i życiem”. Zdobywajcie umiejętność stawania w prawdzie o sobie poprzez częsty i rzetelny rachunek sumienia oraz przez regularne przystępowanie do sakramentu pokuty i pojednania! Tylko wtedy poznacie autentyczną radość, wynikającą z doświadczania słów Pana Jezusa:
Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli
(J 8,32).Na tę drogę przebywania w szkole Chrystusa-Prawdy i wychowywania innych w prawdzie wszystkim Wam z serca błogosławimy
-

Nowe miejsce krzyża misyjnego
Krzyż misyjny, który znajduje się w kaplicy św. Sebastiana (patrząc w kierunku ołtarza, ostatnia – najdalej od ołtarza – po prawej stronie) został przeniesiony. Nadal jest w tej samej kaplicy, ale teraz na innej ścianie, naprzeciw konfesjonału.
Na krzyżu misyjnym oznaczone są kolejne lata, w których odbywały się w naszej parafii misje święte. Misje święte, które powinny odbywać się w każdej parafii co mniej więcej 10 lat, to szczególne rekolekcje. W ich czasie między innymi odnawia się przyrzeczenia chrzcielne, śluby małżeńskie i adoruje się krzyż misyjny.
Nasz krzyż ma widocznych 9 oznaczeń: 1909, 1920, 1932, 1938, 1964, 1972, 1989, 2000 i 2012. Pierwsze cztery są już mocno wytarte przez czas. Na następne zaś zapewne przyjdzie nam jeszcze zaczekać!
Ze względu na bliskość krzyża misyjnego do konfesjonału przypominamy, że w naszym kościele wyspowiadać się można w dni powszednie na pół godziny przed mszą oraz w niedziele i święta w trakcie mszy.
Zapraszamy!
-

Apel Prezydium Konferencji Episkopatu Polski
Umiłowani w Chrystusie Panu,
w ostatnich dniach docierają do nas budzące przerażenie wiadomości dotyczące losu naszych braci i sióstr w wierze żyjących w Iraku, Syrii i Palestynie. Informacje te sprawiają, że w naszych sercach rodzi się ból, a jednocześnie poczucie solidarności oraz chęć niesienia im pomocy.
Jak informuje Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie, fundamentaliści islamscy dokonują rzezi na społeczności chrześcijańskiej w Mosulu i w innych miejscowościach zamieszkanych przez chrześcijan.
Jakże niepokoi fakt, że jeszcze jedenaście lat temu, przed interwencją Sił Koalicyjnych w 2003 roku, w Iraku mieszkało 1,4 mln chrześcijan, natomiast dzisiaj jest ich zaledwie 150 tysięcy. Smutek i współczucie budzi w nas wołanie ponad miliona naszych braci – wygnanych, umęczonych, pozbawionych domu i ojczyzny, którzy proszą: „nie zostawiajcie nas samych!”.
Odpowiadając, w imieniu całego Kościoła w Polsce, na apel Ojca Świętego Franciszka oraz katolickiego Patriarchy Babilonii obrządku chaldejskiego, Louisa Raphaela I Sako, który błaga Polaków o gest solidarności, prosimy Was, aby dzień 26 sierpnia br., który jest obchodzony w Polsce jako uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej, był Dniem modlitwy za Prześladowany Kościół na Bliskim Wschodzie. Zachęcamy do uczestnictwa we Mszy świętej i ofiarowania Komunii św. w intencji ustania prześladowań w Iraku i na całym Bliskim Wschodzie. Prosimy także o podjęcie praktyk pokutnych (droga krzyżowa, różaniec, post, jałmużna), aby w ten sposób wyrazić jedność z cierpiącymi braćmi i uprosić u Boga łaskę pokoju dla nich.



